poniedziałek, 13 stycznia 2020

*************

Odszedłeś....















A tak bardzo nie chciałeś....
Zostawiłeś wspomnienie cudownych 14 lat ...


















Zatrzasnąłeś za sobą drzwi,
choć tak bardzo chciałeś żyć.
Walczyłeś do ostatniej chwili ...

 to mi zostawiłeś podjęcie tej  ostatecznej decyzji.
A ja roztrzaskałam się  na milion kawałeczków
Do dzisiaj nie mogę się pozbierać i opisać  jak było.
Byłam z Tobą do końca,
przytulałam i szeptałam,
 że jesteś najcudowniejszym koteczkiem na świecie,
bo dla mnie tak właśnie jest i nic tego nie zmieni.
............................................................................
........................................................................
..................................................
..........................
.........
.

do dziś widzę Twoje ostatnie westchnienie....

żegnaj Agresku


sobota, 23 marca 2019

Trudne odchodzenie

Agres jest z nami od maleńkiego koteczka,miał 2 miesiące jak go adoptowałam ze schroniska.
Pamiętam jak p.Irenka mi powiedziała żebym go brała ,bo mi dobrze z oczu patrzy.
Na moje zdziwienie powiedziała,że czarne koty nie mają wzięcia,wszyscy zachwycają się kolorowymi,a tu taka odmiana.
Stoję z małym cwaniakiem ,który owinął się na moim ręku,jak bransoletka i nie zamierza puścić.
Co było robić ...
a tak prawdę pisząc jechałam po czarnego koteczka ,bo takiego sobie wymarzyłam.
Zanim opuściłam schronisko,pani Irenka chciała mnie jeszcze uraczyć siostrą Agreska,
bo dwoje się lepiej chowa.

Może i tak ,ale ja 14 lat temu nie miałam pojęcia o relacji z kotem,i tak naprawdę Agres przetarł szlak pozostałej wesołej gromadce,która z różnych względów do nas sama przywędrowała.
Kiedy więc w styczniu 2019 zachorował zaczęła się walka o jego każdy dzień.
Ale od początku
Agres w ciągu dosłownie piętnastu dni schudł tak bardzo, że trudno było nam poznać naszego radosnego koteczka.Przestał do mnie przychodzić ,zawsze spał na moim szlafroku
(tak miał od maleńkości,od drugiego dnia pobytu w naszym domu,przychodził wieczorem mruczał ,udeptywał mój szlafrok i zasypiał zwinięty w kulkę obok mnie)
W drugiej połowie stycznia to się zmieniło,zaczął przebywać więcej w samotności,
izolując się od nas i pozostałych kociaków.
Pojechaliśmy do weta,zrobiliśmy komplet badań,okazało się że morfologia siadła całkowicie,
a na dodatek pani wet wyczuła guza w okolicy jelita.
Potrzebne było badanie USG ,od czegoś trzeba było zacząć.
Badanie wykazało,zapalenie wątroby i zmianę na odcinku jelita cienkiego 3,0/2,0 cm,rozlany odczyn zapalny.Pani dr.powiedziała żebyśmy przygotowali się na najgorsze.Operacja nie wchodziła w grę,bo i tak widmo śmierci nie zostało by nią odegnane.
Wiem, że prawie każdy, kto ma zwierzę w domu,w pierwszym odruchu chce walczyć za wszelką cenę.
W tym czasie Agres stawał się coraz słabszy ważył już 2,70 kg z 6,5 kg,do kuwety nosiłam go na rękach i podtrzymywałam,by mógł się załatwić,bo nie mógł stać o własnych siłach,marniał w oczach.
Razem z lekarzem postanowiliśmy, że jak nie pomogą mu sterydy i środki przeciwbólowe,
 to podejmiemy  najtrudniejszą decyzję jaką można podjąć...
Zalecenia ,niech je co chce ( do tej pory był na diecie  ochraniającej jelita ,układ pokarmowy)
już i tak nic mu nie zaszkodzi...
Zaczęłam odmawiać codziennie różaniec o zdrowie ,lub odejście bez bólu i cierpienia.
Powiecie jak trwoga to do Boga...
Na początku brałam Agresa na kolana i tak razem trwaliśmy w modlitwie.
Robię to nadal ,tylko że teraz Agres w chwili kiedy biorę różaniec do ręki sam przychodzi do mnie,powiem więcej wskakuje na kolana i razem ze mną, można powiedzieć , że  się modli.
Jeździliśmy codziennie do lekarza,na kroplówki,witaminy,leki,przez 2 tygodnie,potem co trzeci dzień,teraz raz w tygodniu.
Co się zmieniło?
Waga wzrosła do prawie 4 kg,zatrzymała się ,Agres je posiłki jak niemowlę ,na żądanie,ile chce i ile może,dopomina się  sam.Sierść już nie jest najeżona,co przy odwodnieniu jest widoczne,teraz błyszczy,czasami zachowuje się jak rozpieszczony koteczek,któremu wszystko jest wolno robić,przymykam oczy...
Niestety od usg minęło już prawie dwa miesiące,a na brzuszku nie odrosło futerko,to samo na łapce z której miał pobieraną krew.
Obniżona odporność i sama choroba robi swoje,organizm nie jest w stanie zawalczyć o wszystko,odbarwiły mu się poduszeczki na łapkach,z czarnych na jasno-brązowe, przezroczyste.
To pewnie nie wróży najlepiej,musimy ponowić badania.
Nie wiem, czy można  oswoić się  ze śmiercią,wiem że Agres dostał czas,byśmy my mogli przygotować się na jego odejście. Gdyby teraz nagle odszedł,chyba byłoby nam łatwiej to znieść.


Pozdrawiam Was,
a jeśli jeszcze do mnie zaglądacie trzymajcie kciuki za Agreska :)

niedziela, 17 lutego 2019

Światowy Dzień Kota 17 Luty

NASZE  RADOŚCI
i nasze smutki

Radości nasze żyją krótko,
a pamięć o nich ciągle żywa,
lecz się nie dajmy drążyć smutkom,
bo od łez żalu nie ubywa.

Popatrzmy raczej dookoła
ile się oczu w górę wznosi
ile o naszą pomoc woła
ile o nasze serce prosi.

Radości nasze żyją krótko,
lecz tylko od nas to zależy
ile ich jeszcze mieć będziemy
ile ich jeszcze w nas uwierzy.

Nie zagłębiając się w niuanse,
nie pogrążajmy się w żałobie,
a dajmy też następnym szanse,
i dajmy jeszcze szanse sobie.

     Franciszek J.Klimek
"Najpiękniejsze Wiersze o Kotach"
Mania
Kapsel

 Barnaś
 Czesia

 Bąbel
 Kicia

 Agres


Frania
Moje kochane kotełki,
niektóre już odeszły za Tęczowy Most ,
ale nadal  obecne są w naszych sercach.

wtorek, 1 stycznia 2019

Minął kolejny rok


Kochani życzę Wam Szczęśliwego Nowego 2019 Roku
 Z marzeniami o które warto zawalczyć,
Z radością którą możecie się podzielić z bliskimi,
Z przyjaciółmi dla których warto po prostu być,
Z nadzieją bez której nie da się żyć
 Obcując z kotem, człowiek ryzykuje jedynie to, że stanie się wewnętrznie bogatszy."
Colette

sobota, 29 grudnia 2018

Przygoda Barnasia


To nie tak, że straciłam wenę do pisania o koteczkach...
To życie pisze nam scenariusze.
Obiecałam napisać przygodę Barnasia. 
Jest lato ,jakiś sierpniowy dzień...
Barnaś jest już ponad pół roku z nami,lubi spędzać czas na podwórku.
W pewnym momencie słyszę ujadanie psów sąsiadów.
Wychodzę na podwórko,szukam i wołam Barnasia,ale go  nigdzie nie ma.
Tknęło mnie i idę od strony sąsiadów,a tam ...
Sąsiadka na ganku ze szczotką na długim kiju,usiłuje odgonić przestraszonego czarnego kota.
Psy z rasy myśliwskiej,szczekają jak szalone,a ona krzyczy sio...
A na ganku ,siedzi z zakrwawioną mordką skulony czarny kotek.
Mówię do niej
-sąsiadko to chyba mój kot,nie wiem jak tu przywędrował,
ale proszę mnie wpuścić to go zabiorę.
-Proszę pozamykać psy, bo nic z tego nie będzie.
Z łaską zostałam wpuszczona na podwórko i słyszę ,że jej psy zostały podrapane przez tego kota.
To ja jej na to ,
-po to kot ma pazury by  mógł się obronić.
A ona
-ale on je pogryzł
Zaczęłam się śmiać ,wiem że to nie miejsce i czas,ale nie mogłam się powstrzymać,
 i mówię do niej
-ciekawe czym ,ten kot prawie nie ma zębów,owszem pazury ma,tu mogę się zgodzić,że podrapał w samoobronie,ale nie pogryzł.
Podchodzę do tego biedaka z sercem na ramieniu,nie wiem jak zareaguje,czy nie ucieknie.
Przecież widać, że jest w traumie,skulony i przestraszony.
Sąsiadka w tym czasie chowa się za drzwiami swojego domu i krzyczy
- proszę go zabierać.
I tyle ją widziałam .
Podeszłam jeszcze bliżej i cicho przemawiam do Barnaśka
-kochany zaraz zabiorę Cię do domku.

Kiedy stanęłam przed nim i spojrzałam w jego przestraszone oczęta,nie namyślając się dłużej wzięłam biedaka na ręce.
A Barnaś jakby odzyskał wiarę w ludzi,wtulił się we mnie,wbił lekko pazurki i odetchnął.
Bałam się, że może mi nawiać jak tak będziemy maszerować do domu,zaryzykowałam
Na szczęście nie było daleko,doszliśmy do domu,a kot nadal siedzi wtulony w moje ramiona.
Zeskoczył dopiero w domu .Obejrzałam go ,czy przypadkiem psy, nie wyrządziły mu krzywdy.
Szczęśliwie wszystko było w porządku,a krew nie była z jego ran,bo nie miał żadnej rany.
Jak widać tylko psy sąsiadów miały powierzchowną pamiątkę po spotkaniu z tym staruszkiem.
Oczywiście zabraliśmy go do weta,a on  potwierdził ,że wyszedł z tej utarczki cały,tylko mocno przestraszony.
Od tej przygody Barnaś obdarzył mnie miłością wielką,ciągle był w pobliżu i patrzył tymi swoimi zielonymi oczami ...
Koty potrafią się odwdzięczyć człowiekowi,wskakują na kolana,mruczą pięknie,a Barnaś...
Zaczął sypiać wtulony w moją głowę,w tym czasie miałam często migrenowe bóle,odkąd terapią zajął się Barnaś,bóle po pewnym czasie zniknęły.Owszem pojawiały się, ale rzadko i wtedy zawsze mogłam liczyć na mruczando przy głowie.
Koty wyczuwają w człowieku zmiany,jestem tego pewna.
Przygoda nauczyła Barnasia,że świat nie jest taki przyjazny,o czym chyba zapomniał kiedy zamieszkał z nami.
Nauczyła go również ,że jego terenem jest podwórko,bo za bramę już nie wychodził .
Koty to indywidualiści,może i wygodne,może ,może,może,
ale wiem, że jak już pokochają i zaufają to na całego.
Skradł moje serce.
 "Zdobyć przyjaźń kota nie jest rzeczą łatwą.
 Nie lokuje on swych uczuć nierozważnie:
 może zostać waszym przyjacielem, jeśli jesteście tego godni, 

ale nigdy waszym niewolnikiem."
                                                                                           Théophile Gauthier


Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego napisania.




niedziela, 31 grudnia 2017

Barnaś

Już tylko tydzień dzielił nas od świąt,gdy Barnaś, weteran rozchorował się na dobre.
Nigdy nie był okazem zdrowia,odkąd do nas przyszedł miał problemy z żołądkiem,
które były leczone  lepiej lub gorzej w zależności od pomysłu weta.
Apetyt  Barnasiowi dopisuje ,a mimo tego kot chudnie,widać że z każdym dniem jest słabszy.
Udało nam się ustalić mniej więcej wiek Barnasia,ma ok 14 lat.
Jak na kota to całkiem okazały wiek ,z tego co czytam na różnych forach
i co mówią lekarze ,to również wiek w którym pojawiają się różne choroby.
Jak to przed świętami bywa,zawsze coś się przywlecze,no i się przywlekło.
Wstępnie po zrobieniu badań kompleksowych wychodzi na to,
że badania z krwi są w normie,więc padło podejrzenie   IBD,
czyli nieswoiste zapalenie jelit.
Szansa na wyleczenie ?raczej  nie ma dobrych wieści.
Wszystko okaże się na usg,zaraz po świętach.
Jesteśmy już po usg,diagnoza?
Nic konkretnego,wyszło że ma przewlekłe zapalenie jelit,nieznacznie powiększona trzustka,wszystko w normie,więc padło na początek IBD
Czeka nas zmiana karmy na specjalistyczną na żołądek i jelita,przy okazji Barnaś zostanie odrobaczony,a wraz z nim pozostała wesoła gromadka😊
Podawane kroplówki nic nie wnoszą,kot nadal chudnie,jakby go coś zjadało od środka.
                          ********************************
Historia Barnasia
Jest wieczór ,M pojechał załatwić sprawę,do samochodu podchodzi kot,
 który głośno komunikuje się z nim.
Ponieważ  w tym czasie było z nami  w porywach 9 kotów w tym 7 dochodzących ,tzw.wolnobytujących,
M wiedział, że jeszcze jeden to dodatkowe obciążenie.

Zamknął okno,bo kotek właśnie szykował się do skoku przez okno, do środka pojazdu.
Zaczął przyglądać się jego zachowaniu, a kot patrzył głęboko w oczy,
miałkolił i nie chciał odejść.
Dopiero kiedy M powiedział, że  nie może go zabrać,ten biedak zwiesił głowę i odszedł nieśpiesznie.
M wrócił do domu i  opowiedział mi o tym biedaku .
Jak to się mówi miękkie serce twarda du... powiedziałam M,żeby go przywiózł do nas.
Na drugi dzień M pojechał w to samo miejsce i co widzi:
Kotek idzie ze zwieszoną głową, już nawet nie spojrzał w kierunku M.
Wyszedł z auta i nałożył jedzenie  do miseczki, kot nawet nie ruszył.
Co wtedy robi M,mówi do kota
-hej jak chcesz to pakuj się i jedziemy do domu.
możecie wierzyć ,lub nie Barnaś ,wtedy jeszcze kot bez imienia,
odwraca się niepewnie i jak tylko M otworzył drzwi kot znalazł się na przednim siedzeniu,mruknął,
zwinął się w kłębek i kazał się zawieźć do domu.
Skrajna nieodpowiedzialność,jak tak można,bez kontenera???:D
Gdy podjechali pod dom ,otworzył drzwi,kot wyskoczył obiegł teren,
zaznaczył i wszedł bez niczego do nieznanego mu domu.
Najpierw trafił do osobnego pokoju ,no bo wet musi go zobaczyć.
Siedział smutny,z tym swoim wzrokiem "zbitego psa",co złego to nie ja,
więc M poszedł na żywioł i wypuścił go do naszych koteczków .
To nie był dobry pomysł.
Okazało się,  że Barnaś zaczął wymiotować po zjedzeniu karmy,więc czym prędzej pojechaliśmy do weta.
Tam pani dr,stwierdziła kocią grypę,powiedziała że to bezzębny staruszek,że ma kłopoty z żołądkiem,że pewnie został przez kogoś wyrzucony,zrobiliśmy badania -wszystko w normie ,jak teraz,dała leki  i wróciliśmy do domu.

Kontakt z naszymi zwierzakami wystarczył,by wszystkie złapały tą kocią grypę,może tylko lżej ją przechodziły.Po konsultacji z wetem,wszystkie dostały lekarstwo i choroba  minęła.
Barnaś nigdy nie był okazałym kotem,wysoki i chudy ,ale nie przeraźliwie,nawet czasami wołałam na niego przecinek...
 Takie były pierwsze chwile w nowym domu kota,który dostał na imię Barnaś.
Na początku nie tolerował młodych ludzi,jak widział dla siebie zagrożenie to lał wszystkich
łapą z wyciągniętymi pazurami.
Pewne zdarzenie sprawiło, że dał człowiekowi drugą szansę,
ale o tym opowiem Wam innym razem.

A teraz życzę Wam

Niech się spełnią świąteczne życzenia: te łatwe i trudne do spełnienia. 
Niech się spełnią te duże i te małe, te mówione głośno lub wcale. 
Niech się spełnią wszystkie one krok po kroku, tego życzę Wam  w Nowym Roku.












sobota, 23 września 2017

Jesienny Konkurs u Krysi

Krysia organizuje jesienny  konkurs fotograficzny ,tematem są oczywiście nasze kociaki.
Co robią nasze koty w te już prawie jesienne dni ?
więcej info znajdziecie u Krysi TU 


Postanowiłam wysłać na ten konkurs zdjęcie mojej Maniusi,ona uwielbiała każda porę roku,
znosiła ślimaki,listki,myszki i w ogóle cieszyła się naszym kolorowym światem.
W czerwcu nagle odeszła,potrącona przez jakiś samochód, więcej możecie przeczytać TU
o niej samej i jej radości z obcowania z przyrodą.
Gdyby żyła Maniusia byłaby mega szczęśliwa brykając po opadających liściach...
To zdjęcie jest na moim pulpicie w lapku,nie mogę pogodzić się z jej odejściem,ale tak się stało.
Dlatego zgłaszam to zdjęcie  do zabawy u Krysi .
Was również zachęcam do przyłączenia się do tego konkursu,a jak nie macie swojego kociambra to zagłosujcie na najładniejsze  zdjęcie Waszym zdaniem ,jak znam życie to będzie w czym wybierać.
Pozdrawiam Najmilej Wszystkich Odwiedzających 😘😌

czwartek, 8 czerwca 2017

Którędy do nieba...

Mania ,
moje kochane hihoł,tak odpowiadała zwykle, gdy zadawałam jej pytanie
-Maniusia co tam słychać?
-hihoł...
Moja piękna księżniczka,marzycielka ,kochająca kwiateczki wszelakie.
Gdy w domu pojawiały się jakieś roślinki,musiała sprawdzić czy dobrze pachną.
Wtedy wchodziła na stół ryzykując ,że usłyszy reprymendę i jak patrzyłam to wąchała kwiatki,a jak się tylko odwróciłam próbowała czy są jadalne .Rośliny,kwiaty jakie pojawiały się w domu ,czy ogródku,zawsze były sprawdzane,czy aby nie zaszkodzą naszym koteczkom.
Ostatnio na Dzień Matki dostałam słonecznika,Mania systematycznie podgryzała mi po jednym liściu.Szłam spać było ich trzy,a jak wstawałam ,już połowy jednego nie było i tak do ostatniego listka.
Kochała przyrodę,znosiła nam listki,ślimaki żywe winniczki,nie wspomnę o dżdżownicy. i oczywiście myszkach.
Może miał na to wpływ ,że znaleziona była w lesie,malutka ,zabiedzona,niesamowicie zapchlona, 2 miesięczna , na widok człowieka swoim piskliwym głosikiem próbowała zwrócić uwagę.
Pamiętam jak mąż zadzwonił do mnie 11 lat temu i zapytał się czy przywieźć malutkiego koteczka.
Wtedy już mieliśmy od 2 lat Agresa,którego adoptowałam ze schroniska.
Nie zastanawiałam się długo,przywieź ją do nas.
Pamiętam jak pojechaliśmy do weta z naszymi dwoma już kotami,bo Agres załapał pchełki od Mani.

Wet zachwycał się Agresem, a na Maniusię ledwo spojrzał i westchnął.Gdyby zobaczył ją rok później zmieniłby zdanie.Maniusia miała piękne umaszczenie i stała się przepiękną koteczką.
Czas płynął,w moim domu pojawiły się inne koty,wszystkie przyszły same,wiedzione instynktem.
Również zmieniała się moja okolica,przybyło nowych domów,ludzi i samochodów,z cichego zakątka zrobiła się Marszałkowska z lat jej świetności.

Ostatnio Maniusi nie wystarczał nasz mały teren,ona potrzebowała przestrzeni.
Jak nie chcieliśmy jej wypuścić  sikała przy drzwiach wejściowych,z premedytacją i często na naszych oczach.W końcu nauczyła się ,że wychodzi na wieczorne spacery i już czekała pod drzwiami by pomknąć na kolejną przygodę.Zawsze wracała szczęśliwa ze swoim nieodłącznym " hihoł",wtedy domagała się głasków i mruczała nam o swoich nocnych przygodach.
Niestety jej niecierpliwa natura,poszukiwaczki przygód dawała się we znaki i jak tylko ktoś wracał do domu,już czekała by wymknąć się prędziutko.Często udawało się ją zawrócić ,ale czasami niestety nie.
Tak było 04.06.2017 w niedzielę,mąż wyskoczył po fajki(o nałóg to jest okropny ),miał zostawić zapalone światło ,ale zgasił,otwierając drzwi Mania dała drapaka i szczęśliwa biegała po podwórku.
Turlała się po trawie,jak zbierałam pranie przyszła i kazała się miziać po brzuszku,a przy tym rozkosznie mruczała i turlała się, nadstawiając się do głasków.
Chwilę później weszłam do łazienki,mignęła mi Maniusia,aż się zatrzymałam.
Przecież to niemożliwe,ona jest na podwórku,pomyślałam że to dziwne,w tamtej chwili przez myśl mi nie przeszło że coś mogło się jej przytrafić.
Poszłam jeszcze podlać nasze roślinki na terenie i przed domem,ciepło sucho jakoś wszystko wolno rośnie.
Nie słyszałam nic wcześniej,hamowania,pisku opon,nic co mogło by wzbudzić mój niepokój,że mogło się coś stać złego,ale ten niepokój,ta wizja Mani, która przyszła chwilę wcześniej nie dawała mi spokoju.Zostawiłam się lejącą wodę i poszłam w stronę przystanku ,to co zobaczyłam aż mnie zgięło.
Maniusia leżała na ulicy przy przystanku.
 Wyglądała jakby spała na ulicy...
Podbiegłam wzięłam ją na ręce i wtedy to zobaczyłam,główka zwisała,a jedno oczko zostało siłą pewnie uderzenia wypchnięte z oczodołu.
Gdybym nie przyszła tam ,wiedziona jakimś cholernym przeczuciem,pewnie do rana zostałaby rozjechana przez samochody.Niestety większość ludzi nie ma w zwyczaju zadać sobie trudu ,by pomóc zwierzęciu,gdy go potrącą,co gorsze zostawiają je na miejscu,a inni bezmyślni kierowcy rozjeżdżają  te biedactwa na miazgę  .
Wiem że może was to szokować ale taka jest prawda.
Czy  nie można użyć rękawiczek jednorazowych,które powinny być na stanie w apteczce samochodowej i przynajmniej przenieś to biedne zwierze na pobocze,nie wspomnę o naturalnym odruchu ratowania go .A może teraz jesteśmy tak pochłonięci sobą ,że nie myślimy o innych.
Każda gmina ma podpisaną umowę z gabinetem weterynaryjnym ,o świadczeniu pomocy dla zwierząt poszkodowanych w wypadkach ,a może się mylę.
Nie nie mylę się są na to przepisy prawne:
                                                &
Gmina zapewnia całodobową opiekę weterynaryjną zwierzętom:
1) wymagającym udzielenia pomocy w następstwie zdarzeń drogowych z ich udziałem,
2) w okresie koniecznej rekonwalescencji po zabiegach, o których mowa w § 2 ust. 2 w
ramach umów zawartych z zakładem leczniczym dla zwierząt.

Te przepisy dotyczą wszystkich gmin na terenie naszego kraju.

Odeszła moja przepiękna marzycielka ,
pewnie teraz biega sobie po łąkach za tęczowym mostem.





Biegaj kochana księżniczko,wiem że tam gdzieś wysoko rozbrzmiewa radośnie Twoje hihoł
Zawsze będziesz w naszych sercach 💔

                                                zdjęcie z wierszem z internetu

Pozostawiam Wam same ciepłe myśli.

środa, 22 marca 2017

Artystycznie i kotkowo

Witam Was moi mili,cóż systematyczność na tym blogu nie jest moją dobrą stroną,
pochłania mnie mój  artystyczny :D
Dzisiaj parę obrazów z kotami w roli głównej,którymi zachwycam się systematycznie na fb.
Widać że Raphael Vavasseur uwielbia te chodzące indywidualności
 i potrafi pięknie przelać na płótno to co widzi.


Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony autora z  fb TU
ja wybrałam te które mi się najbardziej podobały.










O Raphaelu Vavasseur pisałam już TU
ale chętnie powracam do jego twórczości,te obrazy mają duszę ,

widać że autor bardzo kocha koty i doskonale je zna.

Pozdrawiam Was serdecznie i do następnego napisania